Spokojnie, nie zmieniam tematyki bloga
W zasadzie chodzi mi nawet o pokazanie wielu osobom innej perspektywy i zwrócenie uwagi na wiele problemów, z którymi spotykam się na co dzień. Może mi wyszło trochę pompatycznie, choć nie miałem takiego zamiaru, ale już zaraz wyjaśniam o co biega.
Okej, od początku
Jestem człowiekiem, który prócz motoryzacji na także inne pasje. Czy się chwalę? Absolutnie! Także się nie żalę. Chcę troszeczkę ocieplić wizerunek mikoli i mkmów. Być może zapytacie dlaczego. Odpowiedź jest prosta – sam zaliczam się do obu tych grup. Często zamiast samochodu wybierach autobus lub tramwaj, a jadąc gdzieś dalej zdecydowanie częściej wybiorę pociąg niż samochód. Znowu możecie zacząć zadawać mi jakieś dziwne pytania. Jedną z moich pobudek jest posiadanie legendarnego „budżetu studenckiego” (w końcu jestem przecież też studentem).
Wirtualnie też się da!
No i pewnie znowu pomyślicie, że wymyślam dziwne rzeczy. Dobra, tutaj przesadzam i chyba troszeczkę was nie doceniam, bo różne gry komputerowe zna każdy. I tak moje mikolenie zaczęło się typowo – od symulatora Maszyna. Potem już poszło lawinowo – brakowało mi integracji z innymi graczami, więc sięgnąłem po TD2. Gdy wyszedł SimRail, prawie od razu po niego sięgnąłem. Moja dusza mkma ukazuje się w dość typowy „wirtualny” sposób, czyli graniem w legendarne OMSI2.




Dobra, bo ja tu nie o grach miałem
Jedną wielką i niepodważalną zaletą transportu zbiorowego jest jego cena. Naprawdę trzeba się postarać, żeby podróż w 1-2 osoby była tańsza samochodem, niż pociągiem. Kolejne, co może i trochę kontrowersyjne, na plus jest, albo może być, brak samochodu. Hurr durr jak śmiesz. Dobra, to już mamy za sobą. Weźcie tak prostą czynność jak zakup samochodu. Jak jedziecie sami, to nie pojedziecie tam samochodem, bo:
a) nie będziecie mieli co z nim potem zrobić
b) wynajem jest po prostu drogi i często trzeba zwrócić samochód w punkcie firmy
I wtedy wchodzą, całe na biało, wszelkie skróty typu PKP, PKS, czy przysłowiowy Szwagrobus.
Transport zbiorowy (jeszcze) żyje
Dlaczego „jeszcze”? Bo z roku na rok jest coraz gorzej. Praktycznie brak dotacji, prywatni operatorzy często mają monopol i narzucają jakieś chore ceny, a samorządy często nie spieszą się z dotacjami (oczywiście są wyjątki). I tak uciekając od tematu gier wszedłem w politykę. Zaczyna robić się niebezpiecznie, bo ja jeszcze nie kończę! W imię walki z wykluczeniem transportowym dzieje się wiele. Czy faktycznie jest to walka? Teoretycznie tak, wszak linie autobusów miejskich są zmieniane, wydłużane, czy planowane na nowo. Jednak poza miastem już tak kolorowo nie jest i sporo połączeń autobusowych jest traktowana jak kolej na początku XXI wieku. Co to oznacza? Rzeź połączeń, lub ładniej: sztuczne wygaszanie popytu. Połączenia uruchamiane są rzadko i w bezsensownych godzinach, co skutkuje mniejszą ilością chętnych podróżnych.
W tabelce księgowej jasno wtedy widać, że nikt nie chce z danego połączenia korzystać, a fakt, że godziny w nowym rozkładzie jazdy odpowiadają tylko emerytom, już nikogo nie obchodzi. W taki sposób mamy wiele gmin w zasadzie bez żadnego transportu zbiorowego. Przechodzimy do kolejnego problemu:
Brak pracowników
I nie chodzi tu tylko o to, że nagle pojawiły się dobrze płatne firmy zapewniające pracę 8-16. Dawniej zawód był dziedziczony z pokolenia na pokolenie. Obecnie jest to rzadkością i raczej każdy stawia na legendarne bycie kowalem własnego losu. Oczywiście jest to dobre, ale teraz musiałbym zrobić jeszcze poważniejszą dygresję niż wcześniej. Z teorii jest łatwo zostać kierowcą: wszak wystarczą odpowiednie uprawnienia (niejednokrotnie finansowane przez przyszłego pracodawcę) i badania. Czy to dużo? W zasadzie nie i przez to kierowcą zawodowym może zostać każdy. Jednak warto rozróżnić dwa typy kierowców: tych co jeżdżą, bo muszą i tych, dla których jest to pasja. Pierwszy typ najczęściej będzie wiecznie sfrustrowany, a praca będzie ich nudzić i stopniowo niszczyć psychicznie. Drugi typ doskonale zdaje sobie sprawę z zalet i wad takiej pracy i w pełni świadomie się jej podejmują. Zdecydowanie przyjemniej jeździ się z właśnie drugim typem kierowców, bo czują miętę do tego, co robią i swoje obowiązki wykonują należycie. Zaznaczam, że wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i każdy może mieć gorszy dzień.

Maszynistą zostać jest o wiele trudniej. Między innymi ze względu na znacznie bardziej rygorystyczne wymogi dotyczące zdrowia, ograniczoną ilość firm zatrudniających, czy dość specyficzny charakter państwowej spółki. Kolejnym, całkiem oczywistym, utrudnieniem jest nauczenie się sygnalizacji i znaków znacznie innych od drogowych. Ponownie tutaj można podzielić maszynistów na te same dwa typy, co kierowców, choć tutaj jednak w odwrotnych proporcjach. Znaczna większość maszynistów to mikole, dla których kolej jest życiem.

Każda pasja ma swoje granice
I to jest znaczny problem w tym kraju. Prowadzenie ciężkich pojazdów, czy drogowych, czy szynowych (w moim postrzeganiu motorniczowie to bardziej kierowcy, ale z charakterystyką kolejową) jest bardzo odpowiedzialnym zadaniem. Zwłaszcza jeśli przewozi się najtrudniejszy, najniebezpieczniejszy i najbardziej uciążliwy towar na świecie – ludzi. Nie okłamujmy się – węgiel, czy pieczywo nie napisze skargi za byle pierdołę. Niestety wraz z odpowiedzialnością często nie idą zarobki, ale to nie jest główny problem. Kierowcy, motorniczowie i maszyniści w zasadzie nie są darzeni szacunkiem. Przykrym jest czytanie komentarzy pod informacją z jakimś wypadkiem, kiedy często niewinni prowadzący jakiś pojazd są obwiniani bez znajomości danej sytuacji. Oczywiście, niektórzy kierowcy wykazują się skrajnym debilizmem raniąc i zabijając niewinnych ludzi (w podlinkowanym przypadku – maszynistę).
Dlatego stawiajmy na edukację
Nie będę wytykać palcem konkretnych grup, bo to nie ma sensu. W zasadzie co wypadek, czy incydent, wina jest po innej stronie. Można z tego wyciągać pochopne wnioski, ale to tak jakby powiedzieć, że wszystkie wypadki na drodze powodują piesi. Skupmy się na edukacji i profilaktyce. Dlaczego dla kierowców nie są obowiązkowe szkolenia na płycie poślizgowej? Nie chodzi mi tu tylko o kierowców zawodowych, ale o wszystkich. Widać to zwłaszcza przy pierwszych opadach śniegu, czy przymrozkach, kiedy posiadacze prawa jazdy (bo kierowcami ich nie nazwę) nie są w stanie opanować samochodu nafaszerowanego elektroniką, która robi wiele za kierowcę. Oczywiście nie mówię tu o gołoledzi, bo na lód na drodze jedynym ratunkiem byłyby opony z kolcami (które z jakiegoś idiotycznego powodu są w Polsce nielegalne).

Czy mikole i mkmy są dziwni?
Kompletnie nie. Jeden lubi samochody, inny zbiera znaczki. Każdy człowiek z pasją jest człowiekiem wartościowym, a ludzie, którzy nie mają czegoś, co pochłania im każdą wolną chwilę są wręcz niebezpieczny. Zawsze się cieszę, gdy widzę kogoś ganiającego z aparatem za autobusami, tramwajami, czy pociągami (sam to od dzieciaka robię), a widząc dzieci stojące na wiadukcie i pokazujące kierowcom ciężarowych, żeby zatrąbili raduje mi się serce. Zwłaszcza, gdy widzę jak kierowca autobusu, czy ciężarówki zamruga i zatrąbi, motorniczy zadzwoni, a maszynista poda potężne Rp1. Po tym można poznać prawdziwym pasjonatów. Starzy maszyniści również mieli tradycję podawania Rp1 w miejscach katastrof kolejowych ku pamięci ofiar. Niestety ten obyczaj powoli zanika.
Nie rozumiesz, co oni widzą w transporcie?
To nic złego. Lubisz gotować? Spoko, to potrafi być satysfakcjonujące, ale pomyśl. Mikol wie i rozumie, dlaczego pociąg ma opóźnienie. Mkm wie, dlaczego twój autobus do pracy „znowu nie przyjechał”, a ty wiesz jak się robi risotto. To normalne.
Co chcę przekazać?
Weźmy się wszyscy zacznijmy szanować. Tak po prostu. Jak człowiek człowieka. Ale pamiętajcie, że to musi działać w obie strony. Nie będę nikogo umoralniać, ale po prostu weźcie wszyscy wyciągnijcie kije z du


Tak
Wszyscy wiemy że winni są motocykliści
Dodano: 22.02.2024, 12:53